wtorek, 17 maja 2016


Podróż Mamy

i

 Podróż przed Erą Mamy




 

Podróże chyba nigdy nie były dla mnie ogromnym wyzwaniem, w końcu nie organizowałam wyprawy na Mount Everest. Jak większość nastolatek marzyłam po prostu o podróżowaniu, zwłaszcza, że wtedy granice Polski były zamknięte i nie można sobie było wsiąść w samolot i polecieć do Londynu, nie wspominając o wyprawach na inne kontynenty. Moje marzenia szybko się spełniły i jeszcze jako nastolatka zaczęłam wyjeżdżać nawet sama za ocean. W miarę upływu lat ciągle pojawiały się możliwości wyjazdów, później już z pracy. Wtedy zaczęłam też zmieniać zdanie na temat tego, jak wspaniale jest mieć możliwość służbowych wyjazdów zagranicznych. Męczący, napięty grafik, podróż i praca zaczęła rozbiegać się z obrazem delegacji, który miałam wcześniej. Brakło w nim przede wszystkim swobody i czasu dla siebie. Zrozumiałam, że ten uśmiech biegnącej businesswoman z walizką to uśmiech do zdjęcia, a nie uśmiech szczęścia (a taki obrazek to świetne narzędzie werbowania młodych ludzi do pracy). Zapragnęłam większej stabilizacji.

Tą stabilizację miało przynieść macierzyństwo i w pewnym sensie przyniosło, bo nie mogę teraz spakować już walizki i wylecieć pilnie na konferencję następnego dnia. Tzn. praktycznie bym mogła, ale teraz moim priorytetem jest dziecko, a nie konferencja. Poza tym, teraz sprawdzam jak to jest być w roli mamy, pani domu… Znowu planuję podróże, tyle, że teraz nie wyobrażam sobie wyjechać, tak, aby nie było mnie z córeczką przez dzień. W końcu ktoś musi dziecko ułożyć do snu, a na razie robię to ja, MAMA. Tak więc, dłuższe podróże planujemy przynajmniej dla nas obydwu i to z wyprzedzeniem przynajmniej kilku tygodni. Wszystko musi być przemyślane i zaplanowane z drobnymi szczegółami bo trudniej jest w czasie podróży z dzieckiem po prostu zmienić plany. O ile wcześniej małą tragedią mogło być niezabranie z sobą dezodorantu czy szczoteczki do zębów, teraz niezabranie mleka dla dziecka było by wielką tragedią. Oczywiście komfort dziecka też nie ulega negocjacjom i nie zgodzę się np. na przejazd w czasie snu dziecka, jeśli dostępne są inne opcje. Tak, przyjazd na miejsce o północy mnie już nie interesuje. Ale jeśli się wszystko dobrze zorganizuje, nawet długa kilkudniowa podróż może być całkiem udana i bezstresowa (zarówno dla dziecka jak i rodziców).

Nasze podróże

Jak większość rodziców, z którymi rozmawiałam o tej kwestii, zgodzę się, że kilkugodzinna a nawet kilkunastogodzinna podróż dziecka, które w tym czasie miało by być przypięte do siedzenia pasami to katastrofa, której żadnemu dziecku i rodzicowi nie życzę, chociaż czasem nie da się inaczej. Jeśli jednak jest możliwość, wybieram opcję przejazdu, gdzie dziecko może ma swobodę ruchów i może siedzieć, a raczej ciągle siadać, wiercić się, przesiadać itp. Tu muszę pochwalić koleje, bo w ostatnich latach dużo zmieniło się na pozytywnie, np. istnieją specjalne przedziały dla mam, specjalne łazienki dla mamy i dziecka.

Co zabrać ze sobą

Moja lista

1.     Podstawowe artykuły, bez których absolutnie nie obejdziemy się (jedzenie dla dziecka).

2.     Rzeczy, które mogą być potrzebne (np. apteczka, nocnik przenośny dla dziecka).

3.     Rzeczy, które dziecku zajmą czas podróży.

Z tych ostatnich świetnie sprawdzają się: nowe zabawki, których dziecko jeszcze nie widziało, książki, kredki i blok do rysowania, zabawki wielofunkcyjne w zależności od wieku (np. tablet), coś do odtwarzania muzyki i słuchawki, książki z naklejkami, kolorowanki, biżuteria i akcesoria dla dziewczynek np. do włosów, przekąski (i nie mam tu na myśli chipsów). Przyznaję, że wypróbowałyśmy nawet zabawy z moją biżuterią, robieniem warkoczy i innych fryzur czy rozpakowywaniem naszych toreb… Czasem idę na ustępstwa i pozwalam pić sok z plastikowej butelki bez rozcieńczania wodą! Prawda, że podróże z dzieckiem mogą być szalone?
 


0 comments:

Prześlij komentarz