Podróż Mamy
i
Podróż przed Erą Mamy
Podróże
chyba nigdy nie były dla mnie ogromnym wyzwaniem, w końcu nie organizowałam
wyprawy na Mount Everest. Jak większość nastolatek marzyłam po prostu o
podróżowaniu, zwłaszcza, że wtedy granice Polski były zamknięte i nie można
sobie było wsiąść w samolot i polecieć do Londynu, nie wspominając o wyprawach
na inne kontynenty. Moje marzenia szybko się spełniły i jeszcze jako nastolatka
zaczęłam wyjeżdżać nawet sama za ocean. W miarę upływu lat ciągle pojawiały się
możliwości wyjazdów, później już z pracy. Wtedy zaczęłam też zmieniać zdanie na
temat tego, jak wspaniale jest mieć możliwość służbowych wyjazdów zagranicznych.
Męczący, napięty grafik, podróż i praca zaczęła rozbiegać się z obrazem
delegacji, który miałam wcześniej. Brakło w nim przede wszystkim swobody i
czasu dla siebie. Zrozumiałam, że ten uśmiech biegnącej businesswoman z walizką
to uśmiech do zdjęcia, a nie uśmiech szczęścia (a taki obrazek to świetne
narzędzie werbowania młodych ludzi do pracy). Zapragnęłam większej
stabilizacji.
Tą
stabilizację miało przynieść macierzyństwo i w pewnym sensie przyniosło, bo nie
mogę teraz spakować już walizki i wylecieć pilnie na konferencję następnego
dnia. Tzn. praktycznie bym mogła, ale teraz moim priorytetem jest dziecko, a
nie konferencja. Poza tym, teraz sprawdzam jak to jest być w roli mamy, pani
domu… Znowu planuję podróże, tyle, że teraz nie wyobrażam sobie wyjechać, tak,
aby nie było mnie z córeczką przez dzień. W końcu ktoś musi dziecko ułożyć do
snu, a na razie robię to ja, MAMA. Tak więc, dłuższe podróże planujemy
przynajmniej dla nas obydwu i to z wyprzedzeniem przynajmniej kilku tygodni.
Wszystko musi być przemyślane i zaplanowane z drobnymi szczegółami bo trudniej
jest w czasie podróży z dzieckiem po prostu zmienić plany. O ile wcześniej małą
tragedią mogło być niezabranie z sobą dezodorantu czy szczoteczki do zębów,
teraz niezabranie mleka dla dziecka było by wielką tragedią. Oczywiście komfort
dziecka też nie ulega negocjacjom i nie zgodzę się np. na przejazd w czasie snu
dziecka, jeśli dostępne są inne opcje. Tak, przyjazd na miejsce o północy mnie
już nie interesuje. Ale jeśli się wszystko dobrze zorganizuje, nawet długa
kilkudniowa podróż może być całkiem udana i bezstresowa (zarówno dla dziecka
jak i rodziców).
Nasze podróże
Jak
większość rodziców, z którymi rozmawiałam o tej kwestii, zgodzę się, że
kilkugodzinna a nawet kilkunastogodzinna podróż dziecka, które w tym czasie
miało by być przypięte do siedzenia pasami to katastrofa, której żadnemu
dziecku i rodzicowi nie życzę, chociaż czasem nie da się inaczej. Jeśli jednak
jest możliwość, wybieram opcję przejazdu, gdzie dziecko może ma swobodę ruchów
i może siedzieć, a raczej ciągle siadać, wiercić się, przesiadać itp. Tu muszę
pochwalić koleje, bo w ostatnich latach dużo zmieniło się na pozytywnie, np. istnieją
specjalne przedziały dla mam, specjalne łazienki dla mamy i dziecka.
Co zabrać ze sobą
Moja lista
1. Podstawowe
artykuły, bez których absolutnie nie obejdziemy się (jedzenie dla dziecka).
2. Rzeczy, które mogą być potrzebne (np. apteczka, nocnik przenośny dla dziecka).
3. Rzeczy, które
dziecku zajmą czas podróży.
Z
tych ostatnich świetnie sprawdzają się: nowe zabawki, których dziecko jeszcze
nie widziało, książki, kredki i blok do rysowania, zabawki wielofunkcyjne w
zależności od wieku (np. tablet), coś do odtwarzania muzyki i słuchawki,
książki z naklejkami, kolorowanki, biżuteria i akcesoria dla dziewczynek np. do
włosów, przekąski (i nie mam tu na myśli chipsów). Przyznaję, że wypróbowałyśmy
nawet zabawy z moją biżuterią, robieniem warkoczy i innych fryzur czy
rozpakowywaniem naszych toreb… Czasem idę na ustępstwa i pozwalam pić sok z
plastikowej butelki bez rozcieńczania wodą! Prawda, że podróże z dzieckiem mogą być
szalone?



Prześlij komentarz