Mój Przepis na Gotowanie
Nigdy nie trzymam się żadnego przepisu, choćby był
najlepszy, bo bardzo lubię eksperymentować i modyfikować. Poza tym tak jest
łatwiej, przynajmniej dla mnie, bo nie muszę się ograniczać do przepisu, tylko gotować
to, co mam i co lubię.
Oczywiście do takiego gotowania trzeba mieć niezwykły
zmysł smaku J i znać podstawy gotowania, łączenia przypraw itp., więc
mimo wszystko dobrze jest mieć jakąś bazę, ot choćby w postaci przepisu. Z tego
powodu będę publikować moje przepisy, które można dość swobodnie traktować i
modyfikować, do czego zachęcam. Co się stanie jeśli nie dodamy jednego ze
składników? Czasem nic, a czasem, jeśli jest to kluczowy składnik, możemy
odkryć całkiem nowy sposób na potrawę.
Zepsuć coś jest dość ciężko… Wbrew temu, co zawsze mówiono nam w domu, nie
musimy skrupulatnie odmierzać składników, aby potrawa wyszła, czy aby było
smaczne. Gotowanie w domu, i dla dzieci, może być pozytywnym doświadczeniem i
nie musi być takie męczące, jeśli podejdziemy do tego pozytywnie na wstępie.
Ja, przepisy traktuję bardziej jak wskazówki i niczego nie odmierzam…
Szczególnie jednak traktuję produkty, z których
gotuję. Nigdy nie używam produktów częściowo zepsutych, rzadko przetworzone. W
gotowaniu nie używam soli, cukru, ketchupu, majonezu, słodzonych czy
farbowanych napojów, słodzonego i
farbowanego jogurtu, wątpliwego smaku i pochodzenia produktów (tanie sery,
kiełbasa, szynka), produkty typu instant (czyli błyskawiczne) i ta lista jest
długa, ale w sumie nie pamiętam, czego nie używam, bo o to nie dbam…
Używam zwykle pełnoziarnistych makaronów, często mąkę
również pełnoziarnistą, oliwę z oliwek, olej słonecznikowy, czasem rzepakowy,
dobre oleje nierafinowane (z lniany, dyniowy), produkty naturalne, bez zbędnych
dodatkowych składników np. jogurt naturalny, miód tylko naturalny (z pasieki),
mięso nieprzetworzone. Oczywiście z wielu względów najlepiej jest wybierać
produkty lokalne i takie występujące naturalnie w danym sezonie, np. truskawki
w czerwcu, a nie w styczniu.
Przekonałam się nawet do smalcu, a właściwie
tłuszczu, ale takiego zdrowego. Od zawsze go nienawidziłam i nadal nie mogę patrzeć
na słoninę bez obrzydzenia, ale teraz wiem o istnieniu tego dobrego smalcu i
ten w dodatku dobrze smakuje. W skrócie, to ten pochodzący od zwierząt dziko
żyjących lub żyjących w warunkach jak dzikie zwierzęta, nie karmione suchą
paszą. Dowiedziałam się też skąd bierze się ten dobry smalec i jaki jego tworzeniu
towarzyszy proces. Kiedy po raz pierwszy
spróbowałam takiego produktu, spodziewałam się zupełnie innych wrażeń smakowych,
a ku mojemu zdziwieniu jest pyszny i mogłabym się nim zajadać często. W Polsce niestety
takie produkty należą do luksusów, które są ciężkie do zdobycia.
Za podstawę zdrowego i dobrego gotowania uważam
stopniowe ograniczenie użycia cukru i soli w kuchni. Porzucenie tych produktów kilkanaście
lat temu było początkiem mojej przygody ze smakiem i dość duża idąca za tym zmiana
diety. Po kilku miesiącach nieużywania soli i prawie całkowicie wyeliminowania
cukru, można już posmakować różnicę. Z tego prostego powodu nie ma sensu
wprowadzać soli do diety dziecka. Ponieważ dzieci mają wyostrzony zmysł smaku
(i nie zniekształcony przez np. sól), są bardzo wymagające i nie zadowolą się
produktami niezłymi, dla nich wszystko musi smakować wyśmienicie, albo nie
nadaje się do jedzenia. To zapewne właśnie dlatego obecnie mamy, tak jak ja, na
nowo odkrywają smaki i zaczynają ulepszać swoje gotowanie.


Prześlij komentarz