środa, 20 kwietnia 2016


Mój Przepis na Gotowanie

Nigdy nie trzymam się żadnego przepisu, choćby był najlepszy, bo bardzo lubię eksperymentować i modyfikować. Poza tym tak jest łatwiej, przynajmniej dla mnie, bo nie muszę się ograniczać do przepisu, tylko gotować to, co mam i co lubię.
Oczywiście do takiego gotowania trzeba mieć niezwykły zmysł smaku J i znać podstawy gotowania, łączenia przypraw itp., więc mimo wszystko dobrze jest mieć jakąś bazę, ot choćby w postaci przepisu. Z tego powodu będę publikować moje przepisy, które można dość swobodnie traktować i modyfikować, do czego zachęcam. Co się stanie jeśli nie dodamy jednego ze składników? Czasem nic, a czasem, jeśli jest to kluczowy składnik, możemy odkryć całkiem  nowy sposób na potrawę. Zepsuć coś jest dość ciężko… Wbrew temu, co zawsze mówiono nam w domu, nie musimy skrupulatnie odmierzać składników, aby potrawa wyszła, czy aby było smaczne. Gotowanie w domu, i dla dzieci, może być pozytywnym doświadczeniem i nie musi być takie męczące, jeśli podejdziemy do tego pozytywnie na wstępie. Ja, przepisy traktuję bardziej jak wskazówki i niczego nie odmierzam…

Szczególnie jednak traktuję produkty, z których gotuję. Nigdy nie używam produktów częściowo zepsutych, rzadko przetworzone. W gotowaniu nie używam soli, cukru, ketchupu, majonezu, słodzonych czy farbowanych  napojów, słodzonego i farbowanego jogurtu, wątpliwego smaku i pochodzenia produktów (tanie sery, kiełbasa, szynka), produkty typu instant (czyli błyskawiczne) i ta lista jest długa, ale w sumie nie pamiętam, czego nie używam, bo o to nie dbam…

Używam zwykle pełnoziarnistych makaronów, często mąkę również pełnoziarnistą, oliwę z oliwek, olej słonecznikowy, czasem rzepakowy, dobre oleje nierafinowane (z lniany, dyniowy), produkty naturalne, bez zbędnych dodatkowych składników np. jogurt naturalny, miód tylko naturalny (z pasieki), mięso nieprzetworzone. Oczywiście z wielu względów najlepiej jest wybierać produkty lokalne i takie występujące naturalnie w danym sezonie, np. truskawki w czerwcu, a nie w styczniu.  

Przekonałam się nawet do smalcu, a właściwie tłuszczu, ale takiego zdrowego. Od zawsze go nienawidziłam i nadal nie mogę patrzeć na słoninę bez obrzydzenia, ale teraz wiem o istnieniu tego dobrego smalcu i ten w dodatku dobrze smakuje. W skrócie, to ten pochodzący od zwierząt dziko żyjących lub żyjących w warunkach jak dzikie zwierzęta, nie karmione suchą paszą. Dowiedziałam się też skąd bierze się ten dobry smalec i jaki jego tworzeniu  towarzyszy proces. Kiedy po raz pierwszy spróbowałam takiego produktu, spodziewałam się zupełnie innych wrażeń smakowych, a ku mojemu zdziwieniu jest pyszny i mogłabym się nim zajadać często. W Polsce niestety takie produkty należą do luksusów, które są ciężkie do zdobycia.

Za podstawę zdrowego i dobrego gotowania uważam stopniowe ograniczenie użycia cukru i soli w kuchni. Porzucenie tych produktów kilkanaście lat temu było początkiem mojej przygody ze smakiem i dość duża idąca za tym zmiana diety. Po kilku miesiącach nieużywania soli i prawie całkowicie wyeliminowania cukru, można już posmakować różnicę. Z tego prostego powodu nie ma sensu wprowadzać soli do diety dziecka. Ponieważ dzieci mają wyostrzony zmysł smaku (i nie zniekształcony przez np. sól), są bardzo wymagające i nie zadowolą się produktami niezłymi, dla nich wszystko musi smakować wyśmienicie, albo nie nadaje się do jedzenia. To zapewne właśnie dlatego obecnie mamy, tak jak ja, na nowo odkrywają smaki i zaczynają ulepszać swoje gotowanie.
 
0 comments:

Prześlij komentarz