Nasze
Biblioteczne Przygody
Korzystając z powrotu paru
chłodnych dni, wybrałyśmy się do Biblioteki. Dla Emi była to pierwsza wyprawa z
mamą do biblioteki, a mnie samej była to pierwsza wizyta właśnie w tej bibliotece.
Już od drzwi wszystko wyglądało zapraszająco – przytulne miejsce tuż po wejściu
ze stolikiem, fotelami i wystawą z informacjami.
Pomieszczenie główne biblioteki ze zbiorami to ładnie zorganizowana otwarta przestrzeń z regałami pełnymi książek, na środku przestrzeń ze stolikami, fotelami, komputerami, przy ścianie wystawa z polecanymi pozycjami, a obok lada przy której stoi uśmiechnięta, miła i pomocna pani. Jednak to, co mnie zaskoczyło najbardziej to brak obowiązkowej ciszy, z panią można rozmawiać bez konieczności szeptania, bo biblioteki w Polsce, które pamiętam z dawnych czasów zawsze obowiązkowo ugrzeczniały nas i nakazywały ciszę, najlepiej absolutną. Do takiej biblioteki przychodziło się z uniżeniem i grzecznie i cichutko należało pytać czy można wejść, czy można wypożyczyć itp.
Pomieszczenie główne biblioteki ze zbiorami to ładnie zorganizowana otwarta przestrzeń z regałami pełnymi książek, na środku przestrzeń ze stolikami, fotelami, komputerami, przy ścianie wystawa z polecanymi pozycjami, a obok lada przy której stoi uśmiechnięta, miła i pomocna pani. Jednak to, co mnie zaskoczyło najbardziej to brak obowiązkowej ciszy, z panią można rozmawiać bez konieczności szeptania, bo biblioteki w Polsce, które pamiętam z dawnych czasów zawsze obowiązkowo ugrzeczniały nas i nakazywały ciszę, najlepiej absolutną. Do takiej biblioteki przychodziło się z uniżeniem i grzecznie i cichutko należało pytać czy można wejść, czy można wypożyczyć itp.
Biblioteka, a przede wszystkim czytelnia
mieszcząca się w niej, w moich czasach licealnych była jednym z ważniejszych
centrów kultury młodzieży – służyła jako miejsce źródła informacji, spotkań
naukowych, gdzie jedni odrabiali zadania domowe, a inni przychodzili je
odpisywać. Teraz, jak pani bibliotekarka przyznała młodzież w bibliotece to
rzadkość. Ale za to kiedyś nie było komputerów i smartfonów.
Nie sposób uniknąć
porównań i tak przypomniało mi się moje dzieciństwo, kiedy chodziłam do
biblioteki z babcią. Uwielbiałam te wyprawy, bo lubiłam oglądać i czytać nowe
książki. Po pewnym czasie, przeczytałam wszystko, co w niej było, więc czekałam
na nowości, albo pożyczałam coś powtórnie. Takiej przygody życzyłabym każdemu,
także mojej córeczce.
Jakże miło zaskoczyła
nas pani, kiedy wręczyła Emi pakiet startowy dla dzieci z okazji rozpoczęcia
swojej czytelniczej przygody: kartę czytelnika, piękną książeczkę, paszport
małego czytelnika z zaznaczeniem kolejnych wizyt i broszurki. Niespodzianka ją
od razu zachęciła, bo znalazła sobie nową książkę do wypożyczenia i mimo mojej wewnętrznej
niechęci do nieadekwatnego tekstu i dziwnych obrazków książki, wróciłyśmy z
nowo wypożyczoną książką do domu. Ale oczywiście nie od razu. Wstąpiłyśmy na
plac zabaw na godzinkę.

Prześlij komentarz