niedziela, 3 kwietnia 2016


Nasze Biblioteczne Przygody

Korzystając z powrotu paru chłodnych dni, wybrałyśmy się do Biblioteki. Dla Emi była to pierwsza wyprawa z mamą do biblioteki, a mnie samej była to pierwsza wizyta właśnie w tej bibliotece. Już od drzwi wszystko wyglądało zapraszająco – przytulne miejsce tuż po wejściu ze stolikiem, fotelami i wystawą z informacjami.

Pomieszczenie główne biblioteki ze zbiorami to ładnie zorganizowana otwarta przestrzeń z regałami pełnymi książek, na środku przestrzeń ze stolikami, fotelami, komputerami, przy ścianie wystawa z polecanymi pozycjami, a obok lada przy której stoi uśmiechnięta, miła i pomocna pani. Jednak to, co mnie zaskoczyło najbardziej to brak obowiązkowej ciszy, z panią można rozmawiać bez konieczności szeptania, bo biblioteki w Polsce, które pamiętam z dawnych czasów zawsze obowiązkowo ugrzeczniały nas i nakazywały ciszę, najlepiej absolutną. Do takiej biblioteki przychodziło się z uniżeniem i grzecznie i cichutko należało pytać czy można wejść, czy można wypożyczyć itp.

Biblioteka, a przede wszystkim czytelnia mieszcząca się w niej, w moich czasach licealnych była jednym z ważniejszych centrów kultury młodzieży – służyła jako miejsce źródła informacji, spotkań naukowych, gdzie jedni odrabiali zadania domowe, a inni przychodzili je odpisywać. Teraz, jak pani bibliotekarka przyznała młodzież w bibliotece to rzadkość. Ale za to kiedyś nie było komputerów i smartfonów.
Nie sposób uniknąć porównań i tak przypomniało mi się moje dzieciństwo, kiedy chodziłam do biblioteki z babcią. Uwielbiałam te wyprawy, bo lubiłam oglądać i czytać nowe książki. Po pewnym czasie, przeczytałam wszystko, co w niej było, więc czekałam na nowości, albo pożyczałam coś powtórnie. Takiej przygody życzyłabym każdemu, także mojej córeczce.
Jakże miło zaskoczyła nas pani, kiedy wręczyła Emi pakiet startowy dla dzieci z okazji rozpoczęcia swojej czytelniczej przygody: kartę czytelnika, piękną książeczkę, paszport małego czytelnika z zaznaczeniem kolejnych wizyt i broszurki. Niespodzianka ją od razu zachęciła, bo znalazła sobie nową książkę do wypożyczenia i mimo mojej wewnętrznej niechęci do nieadekwatnego tekstu i dziwnych obrazków książki, wróciłyśmy z nowo wypożyczoną książką do domu. Ale oczywiście nie od razu. Wstąpiłyśmy na plac zabaw na godzinkę.
 
0 comments:

Prześlij komentarz